Wielowarstwowy tort nasączony wódą

Paulina wracała z pracy jak na skrzydłach. Piątek. Jutro jadą z Marcinem na kilka dni na Mazury. Odpocząć, nacieszyć się sobą. Dzieciaki oddają rodzicom. To taki prezent od niego żeby wynagrodzić jej, że wakacje zmarnował. Zmarnował, bo znowu pił. Jego tygodniowe ciągi były nieprzewidywalne. Raz co miesiąc, raz co cztery, a czasami co dwa tygodnie. – Paulinka czy ty nie możesz mnie przyjąć takim jakim jestem? Nie możesz tego olać? Przecież nic się takiego nie dzieję. Tydzień pochlam, a potem jest super, Czy ty nie czujesz jak ja Cię bardzo kocham. Świat by mógł nie istnieć bez ciebie. – tłumaczył jej kiedy wychodził z ciągu, a ona tonęła w rozpaczy. Pretensje miał do niej, że go straszy, że odejdzie, że pamięta tylko to co złe.

A to nie prawda. Kiedy nie pił, był wspaniałym towarzyszem życia. Wspaniale im się rozmawiało, oglądali razem filmy, zawsze zachwycał się jej kuchnią. O seksie już nie wspomni, bo to był kosmos, zawsze siebie chcieli. Kochała go strasznie i za każdym razem kiedy obiecywał jej, że to już ostatni raz, wierzyła mu. Wierzyła, że się uda. Ale za każdym razem spadała z wysokiego konia. Za każdym razem była zaskoczona, że on znowu się upił. Wylewała wódkę, chowała pieniądze… Coraz częściej wpadała w histerię, wyła, rwała włosy z głowy, tłukła butelki i kaleczyła się szkłem tak głęboko, że trzeba było szyć. Kiedy pił była tak roztrzepana i robiła wszystko mechanicznie. Kiedyś zapomniała założyć rękawice i kiedy odlewała ziemniaki para poparzyła jej tak dłonie, że na wysokości nadgarstka zrobiła się zamartwica. Innym razem z bezradności pocięła się nożem. Czuła jak za każdym razem jest w niej mniej nadziei, jak opada z sił. Coraz częściej myślała, że jak od niego nie odejdzie to sama siebie zniszczy. Umrze. Kiedy zaczynał pić przypominały jej się te wszystkie razy kiedy nie był w porządku. Kiedy oszukiwał ją i palił zioło, kiedy podrywał koleżanki w pracy, a po pijaku mówił, że prowadzi z nimi niewerbalną grę seksualną, albo pisał smsy do nich, kiedy zawsze kiedy najbardziej go potrzebowała tonął w oparach wódki. Na przykład kiedy ją napadli i pobili, albo kiedy wyjechała na wakacje z dziećmi, a on miał się zająć zwierzętami, albo kiedy miał ją zawieźć na szkolenie na drugi koniec Polski, albo kiedy … Ech za każdym razem coś. Kiedy działy się te wszystkie rzeczy on nie miał świadomości, że się dzieją… Spał. Nie było go dla świata. Kiedy trzeźwiał przepraszał, ale widział, już stan ogarnięty. Złożyła sobie obietnicę, że jeżeli jeszcze raz ją zawiedzie, zabierze dzieci i odejdzie. Uprzedziła go. Kiedy się wściekał na nią, że ona go nie rozumie i że dobrze by było jak by mogli się zamienić, to myślała sobie – Boże spraw, żebyśmy się zamienili. Ja bym sobie poradziła.  Ale dziś nie zamierza o tym myśleć, bo dziś jest piątek i jutro jadą na Mazury i będzie wspaniale. Obiecał jej to. Zatrzyma się jeszcze w sklepie kupi jego ulubione lody. Zadzwoni żeby się go zapytać, czy już odebrał dzieci i zawiózł do mamy. Nie odbiera. O nie! Nie odbiera. Serce zaczęło jej walić, oddech rwać, a dłonie drżeć. Nie odbiera.


anonimowe komentarze

avatar
  Subscribe  
Powiadom o