Kiedy boli tak bardzo dusza, że tylko ból ciała może to przyćmić

A potem psycholog w klasie, warsztaty o challenge-ach, szlaban w domu Janka i Kuby, kara dla Jagny, że do tego dopuściła i wykluczenie Natki… Bo przecież kto nakablował jak nie ona????
Koło się zamknęło i nikt nie widział z niego wyjścia, sina skroń Janka, rozcięta broda Kuby, bezwzględność dziewczyn i pocięta ręka Natki. Samotność.


Tym razem Natka pokazała mamie swoje rany. A ona wycałowała je z czułością, owinęła bandażami pachnącymi rumiankiem. Natka widziała troskę mamy. Była tak złamana, że poddała się całkowicie, zaufała. Chwyciła silną rękę mamy i nie puszczała, poszła do psychologa, a tam znalazła samą siebie.
Kiedy po wakacjach wróciła do szkoły nie spojrzała na swoją dawną grupę. Oni patrzyli na nią. Ciekawie. A ona? Uśmiechnęła się. Po lekcjach mieli czekać pod szkołą Hanka poznana na obozie i Arek. Wiedziała, że nie jest już sama.


Samookaleczenie, czyli zadawanie sobie ran (najczęściej cięcie żyletkami głównie w obszarze przedramienia, ramienia i nóg, gryzienie się, drapanie szpilką lub ostrzem temperówki – tak zwane kreski, wyrywanie sobie włosów, przypalanie papierosami, żelazkiem lub wrzątkiem) dotyczy trzykrotnie częściej dziewczyn niż chłopców. Najczęściej jest pozbawione intencji samobójczych. Potrzeba samookaleczania pojawia się wtedy, kiedy młody człowiek nie potrafi sobie z czymś poradzić, boi się czegoś, ma poczucie wewnętrznego napięcia, bezradności i bólu. W takich sytuacjach zadawanie bólu staję się jedynym sposobem na rozwiązanie. Przyczyny zwykle drastyczne – traumatyczne przeżycia, bardzo niska samoocena, poczucie odrzucenia przez rówieśników. Młodzi ludzie szukają ulgi. Zdarza się, że młody człowiek nosi w sobie wyrzut sumienia, przekonanie, że zrobił coś złego i w ten sposób chce wymierzyć sobie karę. Oczywiście poczucie ulgi jest pozorne. Samookaleczanie jest uzależniające. Faktycznie w pierwszym etapie przynosi uczucie ulgi, tak jak by ból fizyczny przytłumiał ból psychiczny, ale działa tylko przez chwilę, a potem pojawia się niesmak i zadziwienie „Co ja takiego sobie zrobiłem?”. Z czasem rany są coraz mocniejsze i musi ich być coraz więcej, żeby znowu poczuć chwilową ulgę. To silny mechanizm samo destrukcji, który niszczy, nie pomaga!

Jeżeli to robisz to:

  • Proszę Cię poszukaj pomocy. Szukając ulgi, uderzasz w siebie i niszczysz siebie. I nie mam tutaj na myśli paskudnych blizn, które nie pozwalają w lecie odsłonić ramion. Mam na myśli rany, które zadajesz swojemu wnętrzu, wstyd przed koleżankami i chłopakiem, żeby się nie wydało, przymus i poczucie porażki, że znowu to zrobiłeś, aż w końcu zmieszanie czy jesteś dla siebie ratunkiem czy oprawcą.
  • Zacznij od opowiedzenia o tym, że sobie nie radzisz bliskiej, zaufanej osobie. Poproś, żeby Cię nie oceniała, raczej z czułością potraktowała rany.
  • Nie bój się psychologa. W czterech ścianach gabinetu, naprawdę nie będziesz świrem i naprawdę poczujesz ulgę. Znajdziesz tam gotowe rozwiązania i pomysły jak się ratować. I możesz czuć się bezpiecznie, nic nie wyjdzie na światło świata, wszystko będzie tajemnicą, nikt Cię tam nie oceni.
  • Nie jesteś zły, nie jesteś głupi, po prostu Twoją wrażliwość przygniótł problem. Ale poradzisz sobie, daj tylko sobie szansę.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments