Kiedy boli tak bardzo dusza, że tylko ból ciała może to przyćmić

Piekło ją w gardle, do oczu cisnęły się łzy i te cholerne ręce – w sekundę zrobiły się wilgotne i trzęsły się jak galaretka truskawkowa, którą robi babcia… I serce… Słyszała je w głowie… Waliło jak opętane, tłukło się w mózgu jak ćma uwięziona w szklanym w kloszu z żarówką, podczas wakacji na Mazurach…

W ustach miała sucho i nie mogła wydobyć z siebie słowa, ani jednego… Małego słówka na swoją obronę. Wiedziała, że jak wróci do domu to w głowie pojawi się tysiące ripost i argumentów. Będzie godzinami toczyć w myślach dialog, a jej słowa będą takie silne, że wygra, że je przekona, że znowu ją będą lubić. Dzisiaj ją wykluczają…
Stoją naprzeciwko niej wszystkie – Jagna z włosami do pasa i szpiczastymi różowymi paznokciami, Kaśka z milionem warkoczyków na ciemnej głowie, Beata w okularach i z aparatem na zębach, Olga zawsze przypałowa, a dzisiaj zimna i okrutna i Zośka – najbliższa przyjaciółka, z którą do dzisiaj mogła konie kraść…. Stały ze zmrużonymi oczami, zaciśniętymi pięściami i mówiły… Mówiły potokiem słów
– Mamy przez Ciebie przejebane. Powiedziałaś swojej starej, a ona naszym rodzicom. Nielojalny kabel. Nie chcemy Cię. Nie jesteś już nasza. – syczały
– Moja matka powiedziała, że to twoja stara zrobiła panikę. Teraz wszyscy mają przez ciebie kłopoty. Ty sztywniaro! – wbijały się w nią słowa
– Co robisz minę niewiniątka. Niby taka wrażliwa… No już leć do mamusi poskarż się, że Cię wykluczamy. Koniec litości nad biedną Natunią. Już w maju jak robiłam ognisko to z litości Cię zaprosiłam franco.
Wybiegła ze szkoły. Nie mogła oddychać. Uciekać, zapomnieć, przecież to takie niesprawiedliwe. Świat zaczął wirować, a ona nawet nie wie, kiedy ocknęła się wciśnięta w kąt boiska z pociętymi rękami i z tępym ostrzem z temperówki, które szarpało boleśnie skórę. W ustach zrobiło jej się słodko. Ulga. Poczuła ulgę. Ból ręki przytłumił ból wnętrza. A wnętrze przed chwilą tak bardzo bolało.


Impreza u Jagny rozkręcała się powoli. Gadka się nie kleiła. Dziewczyny siedziały w jednym koncie i nerwowo chichotały, chłopcy w drugim zatopieni w smartfonach, od czasu do czasu parskali i pokazywali sobie coś na ekranie. Beata z Igim obściskiwali się w kuchni. Nagle zerwał się Kuba z okrzykiem – Słuchajcie gramy w wyzwania. Dziewczyny kręcie, a my z Jankiem będziemy się walić w łeb, do pierwszego upadku. Zapanowało ogólne poruszenie. Janek ustawił się jak do walki, Kuba podciągnął rękawy. Jagna przerwała malowanie paznokci i przyszykowała telefon. -Trzy, cztery, strat – krzyknął Olgierd. Pierwszy uderzył Kuba. Dosyć lekko z liścia. Janek nawet nie złapał się za policzek, który błyskawicznie złapał kolor czerwony, za to zacisnął tak usta, że zrobiła się z nich cieniutka kreseczka. Zwinął dłoń w pięść i walnął Kubę w brodę z całej siły. Chłopak syknął, dziewczyny pisnęły, chłopcy wznosili bojowe okrzyki, telefony nagrywały… I wtedy Kuba zamroczony bólem złapał drewnianą deskę ze stołu wymierzył mocny cios w głowę Janka. Janek uśmiechnął się lekko, zatoczył i upadł na ziemię. Prze chwilę się nie poruszał, a potem dostał drgawek, oczy przewróciły mu się na stronę białek, z ust poleciała różowa piana, skroń zaczęła sinieć. Kuba porwał z krzesła kurtkę, zaklął szpetnie i wybiegł z mieszkania. Igi złapał się za głowę, Jagna rzuciła telefon i uklęknęła przy Janku. Dziewczyny piszczały. Ogólna panika. Natalia pobiegła do kuchni, wyjęła z zamrażarki mrożony groszek, wróciła do pokoju, ułożyła nieprzytomnego chłopaka na boku, przyłożyła lód do skroni i zawołała — pogotowie, trzeba wezwać pogotowie…
– Natka, zapomnij, zaraz mu przejdzie, to twardy koleś jest – mrukną Olgierd
– Żadne pogotowie – syknęła Jagna – Kuba będzie miał przejebane, zresztą nie tytko on, my wszyscy…
– Hej ale on jest nieprzytomny, cały drży. -zaczęła panikować Olga – Natka ma rację. Wzywamy…
Beata wyrwała z ręki Olgi telefon – Wyluzuj, zaraz się ocknie, w zeszłą sobotę było tak samo, tylko Kuba wtedy padł.
Janek otworzył oczy i poruszył się. Rozejrzał się dookoła, popatrzył w oczy Natki i nagle zerwał się z podłogi – O kurna, ale mnie zamroczyło. Gdzie Kuba?
I wszystko stało się tak jak wcześniej, jak by nic się nie wydarzyło, tylko czerwono fioletowa pręga wzdłuż skroni i policzka Janka.

Natalia wracała do domu noga za nogą. Wiedziała, że musi kryć kolegów, ale w środku bała się, że w końcu Kuba, albo Janek padną nieżywi. Ten lęk zamienił się w twardą kulkę w brzuchu. Chciała być wśród nich i tak bardzo jednocześnie chciała uciekać.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments