Recepcjonista w hotelu może być diagnostą alkoholików….

Pracowała w recepcji hotelu od dwudziestu paru lat. Uwielbiała tę pracę. Kontakt z ludźmi, elegancję, zapachy… Wszystko. Zaczęła tę pracę jako młodziutka  dziewczyna zaraz po maturze. Jeszcze klucze były do pokoi , a nie tak jak teraz plastikowe karty.

Kiedy zaczynała pracę wszyscy ją fascynowali. Podziwiała te eleganckie panie z pięknym manicure, perfekcyjnym makijażem, włosami od fryzjera i wygolonych mężczyzn, którzy stwarzali wokół siebie aurę  pośpiechu, sukcesu i dużych pieniędzy.

Dosyć szybko spostrzegła, że to często blichtr, a pobyty w hotelu kryją za sobą tajemnicę.

Nie zawsze był to pobyt służbowy, nie zawsze to były wakacje… Ściany każdego pokoju „słyszały” różne historie.

Była całkowitą abstynentką, nie piła ani kropli alkoholu, nigdy. Dlaczego? Dlatego bo bardzo szybko zrozumiała, że alkohol jest autorem wszystkiego co złe.

Odbierała czasami e-maile, gdzie pisała kobieta „Dzień dobry bardzo proszę, żeby w minibarze w pokoju nie było alkoholu.” Wiedziała wtedy, że na weekend przyjeżdża para z nową nadzieją, gdzie on jest alkoholikiem i obiecała jej, że już nie będzie pił, a ona mu w tym pomaga. Nie wiedziała dlaczego, ale było to dla niej bardzo ważne i zawsze osobiście dopilnowywała, żeby w lodówce była tylko coca-cola, woda i sok pomarańczowy. Potem patrzyła jak Ci państwo przyjeżdżają i jaka ta kobieta jest szczęśliwa, przepełniona nadzieją, a on chmurny, poważny i spięty, albo też pełen radości, a jego oczy mówiły „tym razem się uda”.

Czasami przyjeżdżali goście na romantyczny weekend, który przestawał być romantyczny kiedy on przesadził z alkoholem i przypomniał sobie, że ona go kiedyś zdradziła, więc wywalił ją z pokoju na korytarz w samej bieliźnie. Albo ona wypiła za dużo i zaczęła mu wypominać jak źle ją traktuje jego mamusia, a on jej nie broni – i krzyczała, krzyczała, szlochała, albo darła na nim koszulę.

A czasami przyjeżdżał samotny facet. Zatrzymywał się zwykle na kilka dni. Prosił żeby mu nie przeszkadzać i nie sprzątać pokoju. A potem wymeldowywał się i już nie wyglądał tak porządnie. W tej samej wymiętej koszuli z kwaśnym oddechem, czerwonymi oczami. Pokojowe wynosiły z pokoju po nim mnóstwo pustych butelek po wódce, koniaku i whisky i z obrzydzeniem zmieniały zasikaną, przepoconą pościel.

A czasami przyjeżdżały dwie przyjaciółki na relaks. Piły wino, a potem wymiotowały do rana.

Nie mogła też pominąć awantur i demolki w pokojach kiedy nastroje gości były zbyt suto podlane szampanem w noc sylwestrową.

Nigdy nie zapomni drobnej kobiety z wielkimi oczami. Pierwszy przed nią przyjechał mężczyzna. Mieli zarezerwowany apartament. On cieszył się, że spędzą super weekend i że ona zaraz do niego dojedzie. Wydawało jej się, że poczuła od niego alkohol kiedy dawała mu z uśmiechem klucz, ale przyjechał swoim autem i płacił za hotelowy parking, więc skarciła się za te podejrzenia.

Za dwie godziny przyjechała ta jego wyczekana kobieta. Ale po godzinie zeszła i poprosiła, żeby wezwać taksówkę z dwoma kierowcami, jeden wróci jego autem, a drugi przywiezie z powrotem tego pierwszego… A ona? Ona wróci swoim autem i zabierze jego, a w zasadzie to co z niego zostało po wypiciu tych hektolitrów. Płakała, rozcierała dłonią zasinioną skroń. Kiedy wychodziła, taka mała, skulona i przestraszona odwróciła się do niej i powiedziała – Niech pani nigdy nie wiąże się z pijakiem, pani taka młoda….

Dzisiaj po dwudziestu latach pracy w recepcji najlepszego hotelu w mieście, umiała rozpoznać kto przyjechał i kto wyjedzie zostawiając po sobie smutek. Smutek marnowanego życia.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments