Piwo

Kupił sobie cztery piwa, jak co dzień. Po drodze do domu z pracy, wchodził do Biedry albo do sklepu na dole i kupował czteropak. A potem wypijał sobie jedno piwko w aucie przed domem…

Posiedział, przejrzał telefon, zadzwonił do matki powiedzieć, że wszystko u nich ok, a potem do żony, że już wraca i co ma kupić po drodze… Zwykle miał kupić chleb, albo kawałek wędzonki do żurku, albo kilogram kartofli… No to zaglądał do sklepiku, którego wejście było tuż przy klatce schodowej, kupował chleb i seteczkę cytrynówki, którą wychylał niepostrzeżenie na klatce schodowej… Niepostrzeżenie nawet dla siebie. I wchodził do domu z uśmiechem i spokojem. Córka go witała i szukała cukierków po kieszeniach kurtki, żona nalewała mu zupę i mówiła, że jakieś awizo jest i trzeba iść na pocztę i że sąsiadka z dołu mówiła, że znowu coś jej cieknie z kaloryfera i żeby zszedł sprawdzić…

A potem jak zjadł to siadał sobie w fotelu i włączał Teleekspres i sobie otwierał piwko, i następne, i następne. A potem żona mówiła, że już 19.00 i trzeba by do tej sąsiadki iść i że już tego piwa na dzisiaj wystarczy, a on przytakiwał i brał narzędzia i portfel i schodził do sąsiadki i robił jej ten kaloryfer, a potem myślał sobie, że tak mu sprytnie i sprawnie to poszło i że zapomniał kupić wędzonki, więc szedł do sklepiku i kupował sobie czteropak i kawałek boczku… A potem żona mówiła, że diabli nadali ten kaloryfer i sąsiadkę i że jutro to nawet o chleb go nie poprosi. A potem znalazła w kieszeni dwie flaszeczki po cytrynówce, które wypił niepostrzeżenie nawet dla siebie …

O co jej chodzi… Przecież to tylko piwo.


  • Ludzie piją różnie – jedni nasączają się cały dzień pijąc po łyczku prosecco, lub pociągając nalewkę z butelki ukrytej w torebce, jedni nie piją przez pół roku, a potem jak odpalą wrotki to nie odrywają się od wódy przez dwa tygodnie, jedni piją tylko piwo – dwa, trzy, cztery, dwanaście – codziennie.
  • Wśród ludzi panuje przekonanie, że piwo to nie alkohol, że to nawet zdrowy dodatek do tłustych dań wspomagający trawienie, no i cudowny ochładzacz w upalne dni i ogrzewacz z goździkami i cynamonem na stoku narciarskim, no wspaniale nerki filtruje, bo jest moczopędne. Jest piwny brzuch, piwne oczy i piątkowe piwkowanie.
  • Jest piwny alkoholizm, o którym się nie mówi, który się bagatelizuje i który sieje spustoszenie w organizmie i w rodzinach w równym stopniu co „wielbienie” innych trunków.
  • Zaczynasz od dwóch piwek do obiadu, potem czterech do serialu czy meczu, a potem już nie chcesz, tylko musisz…. Jeszcze się oszukujesz, że tylko cztery. I faktycznie trzymasz się tej zasady, ale tylko do czasu. Zasada zamienia się cztery za jednym razem, przy jednych zakupach. Więc wychodzisz raz i kupujesz cztery, potem drugi raz i kolejne cztery, i kolejny raz i tylko cztery…. Ale tak naprawdę to już dwanaście. Albo jeszcze gorzej… Kiedy cztery już nie wystarczają to, żeby nie przekraczać magicznej liczby, podrasowujesz małpkami… Dla świata cztery piwa. Dla Twojego alkoholizmu cztery piwa i seteczki. Seteczka, jak to niewinnie brzmi. I tylko taka mała niewinna buteleczka, co z tego, że kilka razy.
  • Piwo też jest „zbawieniem” przy wychodzeniu z ciągów. Na miękko. Najpierw mocne, a potem powolutku coraz lżejsze i bez telepki się udaje.
  • Jeżeli widzisz regularność i jeżeli „lubię ten smak” przechodzi w czteropak w biedrze w drodze powrotnej z pracy to jesteś alkoholikiem i będzie coraz gorzej i gorzej. Ratuj się! Kiedy jeszcze jest czas.
Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments