Okruszek

 Okruszek. Bawi się ładnie cały dzień. Myszeczka. Złote dziecko. Potrafi zająć się sobą, nic nie wymaga. Siedziała  przy niej i patrzyła jak się bawi. Zawsze chciała mieć córeczkę. Taaak. Córeczkę. Jej matka powtarzała, że córki zawsze zostają w domu,  synów się chowa dla innych kobiet. Będzie miała na stare lata w niej przyjaciółkę.

Wstała i podeszła do szafki, wyjęła buty na wysokich obcasach, te brokatowe, sylwestrowe i śmiejąc się do córeczki powiedziała, choć zrobimy sobie karnawał. Odszukała w kosmetyczce czerwoną szminkę i pomalowała sobie i dziewczynce usta. Owinęła boa z piór wokół szyi i założył szpilki. Puściła głośno muzykę. Manam „Takie Tango”. Śpiewała i tańczyła, a jej córeczka na nią patrzyła. A potem powiedziała do małej – A co tam się będziemy chłopami martwić. Choć idziemy na czekoladki. – roześmiała się i puściła do niej oko. Wzięła córkę za rękę i zbiegły szybko po schodach. W sklepie włożyła do koszyka kilka największych pudełek czekoladek. Usiadły sobie pod sklepem. – Wiesz co królewno, pokaże Ci mama jak się je czekoladki. Wyjmowała z pudełka  i nadgryzła kolejne. Te które jej nie smakowały rzucała za siebie, albo wkładał do buzi małej. Mała jadła tak samo. – Ale się cieszy księżniczka – pomyślała. A potem wpadła na pomysł, że wpadnie na chwilę do Magdy bo obiecała jej, że pomaluje jej włosy. Zostawiła małą na ławce z czekoladkami i powiedziała, żeby grzecznie czekała, a ona zaraz wróci. Pomalowała Magdzie włosy, pogadały i wróciła po córkę. Ach jaka ona była grzeczna, czekała na tej ławce i tak cudnie się do niej przytuliła. Wróciły do domu. Obiad trzeba jakiś zrobić. Usmaży placki ziemniaczane. Nalała olej na patelnie. Rozbolała ją głowa jakoś. Na sekundę się położy. – Królewno pobaw się przez  sekundeczkę, mamusia się przyłoży.


Bawiła się lalkami na dywanie. Cichutko, żeby nie zezłościć mamusi. Wiedziała, że jak mama ma takie oczy za mgłą i głośno się śmieje, musi być cichutko bo wtedy szybko się złości i krzyczy.

Mama siedziała na fotelu i patrzyła na nią. Piła sobie coś ze szklaneczki. Pewnie soczek, bo zawsze mówiła, że  pije soczek ,ale nigdy nie pozwalała jej spróbować mówiła, że to dla dorosłych. Różne soczki piła, czasami czerwone, czasami żółte…A kiedyś jak ona myślała, że mama piję wodę i bardzo chciało jej się pić i wypiła duszkiem to co mama miała w szklance to mama się zezłościła… To nie była, woda tylko coś obrzydliwego, wstrętnego piekło w gardziołko i w brzuszek i tak jakoś później zrobiło się dziwnie i mięciutko i w głowie się kręciło… – A mama krzyczała, co zrobiłaś szczeniaku, co zrobiłaś, nie mam już więcej!!!! Wszystko wychlałaś. Głupi gnój!!!!

Mama wstała i głośno puściła muzykę. Wyjęła z torebki szminkę i umalowała sobie usta, a potem mnie. Wyglądałyśmy jak rybki, albo żabki bo mama nie trafiła dokładnie w usta, tylko obrysowała je zamaszystym ruchem dookoła . A nie, nie jak rybka, nie jak żabka jak clown! Ale mamie chyba wydawało się że pięknie wygląda, bo założyła wysokie buty i tańczyła. Robiła to co chciała, bo wiedziałam, że inaczej będzie zła. Czasami kiedy miała takie oczy była uśmiechnięta, radosna, miła – i dzisiaj tak było, a czasami była jak czarownica – szarpała ją, krzyczała i wykrzywiała buzie.

Powiedziała jej cichutko, że jeść mi się chce, a ona wpadła na pomysł że kupimy czekoladki. W sklepie wszyscy się nie nas patrzyli. Mama głośno się śmiała, głośno mówiła, kupiła dużo czekoladek i schowała do torebki butelkę soczku, tego białego i pokazała, że mam być cicho, bo pani sprzedawczyni nie zauważyła, że mama chowa ten soczek. Potem na przed sklepem nadgryzała czekoladki, a resztę wciskała jej  do buzi. Jakaś pani zatrzymała się i patrzyła, a potem pokiwała głową i poszła. Było jej nie dobrze i chciało jej się pić, ale wiedziała, że jak o tym powie, mama będzie się złościć. A potem zostawiła ją na ławce i poszła… Nie wiem gdzie poszła… Czasami jak miała takie oczy to zabierała ją ze sobą do różnych miejsc. Kazała siedzieć cichutko, a sama zamykała się z tymi różnymi panami i zza drzwi dochodziły takie dziwne odgłosy. Zatykała uszy rączkami bo bała się, że tam się dzieje coś strasznego. A potem mama wychodziła, szarpała mnie za rękę, chowała pieniądze do kieszeni, albo torebki i płakała całą drogę do domu i kupowała w sklepie na dole soczek. Czasami Ci panowie przychodzili do nich i było tak samo, tylko wtedy mama kazała jej siedzieć w szafie. Nie lubiła tego, bo drzwi szafy się nie domykały i wszystko widziała, nie chciała patrzeć, zaciskała mocno oczy, ale i tak widziała, bo czasami musiała, no po prostu musiała spojrzeć. Ci panowie robili takie dziwne rzeczy, nie mieli spodni, a mama nie miała sukienki, i skakali po mamie, albo klęczeli i uderzali mamę w pupę, a mama się śmiała.

Bolał ją brzuch. Siedziała na tej ławce i myślała, czy mama przyjdzie po mnie. Pomyślałam że mogłaby mieć taką mamę jak Amelka z przedszkola. Mamę która ładnie się ubiera, jest uczesana, gotuje codziennie zupę pomidorową i nigdy nie zostawia Amelki, wie bo jej mówiła. A ona chodzi do przedszkola jak mama się obudzi rano, ale często budzi się za późno i mówi, że jej się nie chce i żeby pobawiła się grzecznie sama. No to się bawi, żeby się nie zezłościła. O idzie mama. Znowu coś zrobiła z włosami, ma jakieś niebieskie plamy na włosach.

-Mamusiu pić i jeść…

– Usmażę Ci placki – puściła do niej oko. Ufff nie zezłościła się. A potem w domu postawiła patelnię, nalała do niej olej i zapaliła gaz i położyła się na ziemi i zasnęła.

Strasznie teraz dymi i nieładnie pachnie. To nic. Poczeka jak mama się obudzi. Muszi być cichutko, bo jak ją obudzi to się zezłości.

Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments