Myła okna. O miłości matczynej która psuje

Ile ona się napłakała, ile wymodliła. Był dobry czas, jakieś dwa lata. Zakochał się w Paulince. Gruchali jak gołąbki. Starał się. Zaszył. Pracował na magazynie. Wpadali do niej często na obiad, rozmawiali. Ale dwa tygodnie przed ślubem, spił się i tak dziewczynę skatował, bo ubzdurał sobie, że go zdradza z kumplem…. Ojciec Pauliny wywiózł ją do innego miasta i zagroził, że jeżeli tylko spróbuje ją odnaleźć i kontaktować się to pożałuje. Och jaki on był wtedy ten jej Marek złamany. Takie dobre dziecko, dobry chłopak, to ta wódka wszystko zrobiła. Pił wtedy bez przerwy, że niby bez Paulinki to nie ma po co żyć. A ona, matka go holowała. I znowu spłacał długi. Nawet czasami chodziła kupić piwo albo setkę. Żeby z domu nie wyszedł.

Myła okna. Taki wiosenny dzień. Zadzwonił ktoś do drzwi. – Może Mareczek przyszedł. – ucieszyła się.

Na progu stał mundurowy. Znała go, bo chodził do klasy z Markiem w podstawówce i nawet trochę się przyjaźnili. Na pomidorówkę i pączki do niej przychodził razem z Mareczkiem.

– Dzień dobry Pani Marciniakowa.

– Dzień dobry Jureczku, aleś ty wyrósł, niedawno u mnie w kuchni pałaszowałeś zupę, aż Ci się uszy trzęsły, a dzisiaj chłopak jak walczyk, w mundurze. Co Cię do mnie sprowadza, może coś mamusi uszyć. – trajkotała jak najęta, bo wiedziała, że kiedy policjant przychodzi w biały dzień, to znaczy, że Marek coś zmalował.

– Oj pani Marciniakowa, przykro mi, ale jestem posłańcem złych wieści. Marek ukradł samochód i po pijaku dzieciaka potrącił. Nie wybroni się chłopak.

– Jezus Maria Jurek, co ty mówisz, mój Marek? Mój Marek? Taki dobry chłopak, a ta wódka to całe nieszczęście. Takie dobre dziecko. Gdzie on teraz jest? Może ja mu przekażę przez ciebie słoik żurku, pewnie jest głodny i się boi. A to zawsze serce matki. – Zepsuła go Pani, Pani Marciniakowa. Zepsuła.

Subscribe
Powiadom o
7 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments