Minął styczeń

Krystian nie pije już pięć lat. Co mu to dało? Zakochał się w sporcie, schudł, może spać normalnie i budzi się bez uogólnionego lęku. Codziennie rano biega, potem je owsiankę z cynamonem i bakaliami, idzie do pracy i codziennie czuje jak wszyscy tam, są z niego dumni, że kolejny dzień się nie napił. Wraca do domu, ale po drodze kupuje ulubione maślane bułeczki dla swojej córki i jedną różę dla żony. Dlaczego codziennie różę dla żony? Bo każdego dnia wytrzymuje z nim kiedy jest trzeźwy. Wytrzymywała z nim kiedy pił i to było jej wielkim kosztem. Ale ona dalej z nim trwa. On jej daje tę, różę, a potem jedzą obiad, a on idzie na miting. Codziennie. Dlaczego codziennie? Bo się boi. Boi się, że znowu zapije i straci te poranki z rześkim powietrzem i pachnącą owsianką, te wieczory kiedy czyta córce, a potem zasypia wsłuchany w spokojny oddech żony i tę dumę w oczach ojca -Krystek, synu, dajesz radę!


Marta jest sucha od czterech miesięcy. Straciła wszystko, pracę, dzieci, dom. Dostała mieszkanko komunalne i zasiłek z opieki społecznej. Kiedy wyszła z ośrodka najtrudniej było z samotnością i pustką. Co zrobić ze sobą przez cały dzień. Jej terapeuta powiedział jej o tym, że ważny jest plan. Literalny, co do godziny. Przez miesiąc plan był taki: Wstać, wypić kawę, nagrzać wodę i umyć się, iść do marketu budowlanego i wyszukać promocji na wyremontowanie mieszkania – farby, pędzel, środek grzybobójczy do ścian, wykładzina, koc, lampka, wrócić ze zdobyczami za grosze i do roboty- malować ustawiać, uszyć firanki, założyć nową pościel uszytą ze skrawków, zjeść zupkę chińską, pójść na miting, iść spać, ale najpierw posłuchać w radio muzyki, albo audycji. Potem jak już jej mieszkanko wyglądało jak bombonierka i pani z opieki społecznej zachwycała się, że pierwszy raz widzi żeby zrobić takie cudo z niczego i za takie małe pieniądze, ktoś jej podrzucił w kartonie na wycieraczce dwa małe pieski. No to znowu plan dnia – rano kawa, gotowanie kaszy z marchwią i kurczakiem dla psiaków, gotowanie wody do umycia, spacer, sprzątanie, zabawa z psiakami, miting… i tak jej się cudownie zasypiała kiedy dwie kluski śpią koło niej wtulone swoim ciepełkiem. Ale radio jeszcze gra kiedy usypia. A teraz? Pomyślała sobie, że skoro tak jej dobrze idzie z tymi psami, to może zgłosi się na wolontariat w schronisku. Więc wstaje rano, pije kawę, karmi psy, spacer, wyprawa do schroniska i zajmowanie się psimi sprawami, miting… Dzisiaj szefowa schroniska zaproponowała jej kurs na behawiorystę psiego, będzie miała papiery, zawód i zacznie zarabiać… Ach! Jaka trzeźwość jest fantastyczna.


Paweł jest trzeźwy 12 lat. Kiedy koledzy mu mówią , żeby napił się kielicha bo tak długo nie pił, że nic się nie stanie, ma odruch wymiotny. Wszyscy go ostrzegali: głody, nawroty, zapicia. Od 12 lat żadnej wpadki i żadnego ryzyka. Kiedy karetka zawiozła go do szpitala nieprzytomnego, jego żona usłyszała od lekarza albo przeżyje, albo umrze. Przeżył. I jak się wybudził ze śpiączki to poprosił żeby zawieźć go do ośrodka odwykowego. I coś mu się takiego zrobiło, że jak pomyślał o alkoholu to wymiotował. Nie mógł o nim myśleć, nie tęsknił za nim, a jak przywozili na odtrucia do ośrodka to aż głowa go bolała od tego znajomego zapachu. No nie może, no nie chce, jest dobrze!


Zbyszek nie pije 2 lata. Dlaczego nie pije? Zabił człowieka. Jest lekarzem i pijany na dyżurze zamiast wyciąć wyrostek, przyszył go do jelit. Pacjenta nie udało się uratować. A on się obudził na izbie wytrzeźwień. I chociaż potem śledztwo wykazało, że przyczyną śmierci była ostra niewydolność oddechowa, a nie schrzaniona operacja to i tak w nim zostało przekonanie, że to on zawalił. Dostał wyrok w zawieszeniu na 5 lat i rok zawieszenia w prawie do wykonywania zawodu. Teraz już wrócił, do roboty. Jeździ na karetce i codziennie ratuje życie ludzkie. Jeszcze  nikt na jego zmianie nie zszedł. Nigdy się nie napije, musi odkupić winę, musi ratować. Chodzi na mitingi. Jak dobrze już nie czuć wstydu i nie jeść czosnku i miętówek, żeby pielęgniarki się nie zorientowały. Krysia trzeźwa pięć lat. Utopiła w brzuchu dziecko wódką. Rok temu urodziła zdrową córeczkę. Żyje tak jak chce. Wódka? Często o niej marzy. Ma zwyczaj że raz na trzy miesiące jedzie do ośrodka, żeby się wzmocnić. Udaje jej się. Terapeuci jej mówią, że kawał dobrej roboty. Ona też tak myśli. Codziennie od pięciu lat.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments