Miłość

Okropne było to, że ona już nie umiała sobie dać z tym rady. Że jedyne co umiała zrobić, żeby dalej o niego walczyć, to zostawić go samego z tym nałogiem. Marzyła, że to się stanie jego dnem, że się odbije od tego dna, że wytrzeźwieje. Ale w tej pokrętnej ścieżce matni nałogu to stawało się pretekstem do dalszego picia. On nie umiał bez niej, więc się złościł, kąsał, obrażał, nienawidził, tracił ciepłe uczucia. A ona pozostawała w poczuciu niesprawiedliwości, utraty nadziei i smutku. On czuł, że robi wszystko, a ona myślała, że on nie robi nic. Pozostawali razem, choć oddzielnie. Był pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia, codziennie. A kiedy jej się śnił wiedziała, że za chwilę zacznie pić. Zawsze wiedziała pierwsza, nawet przed nim. Nikt jej nie rozumiał – matka załamywała ręce – „Musisz się z niego wyleczyć! Myśl cały czas, że bycie z nim to cierpienie! Pamiętasz, jak byłyśmy nad morzem, a on pił, co się wtedy z tobą działo? Pamiętasz te wszystkie chwile, kiedy go potrzebowałaś, a on pił?” – złościła się na nią.

 Nie rozumiała jego wściekłości, zarzucał jej takie straszne rzeczy, że zaczynała o sobie myśleć źle. Spodziewała się tylko czułości, a rozbijała się o „nienawiść”. I cały czas nie trzeźwiał. Nie stała się motywem trzeźwienia, stała się pretekstem do picia… Pił cały czas tak samo, w tych samych cyklach, w tym samym powtarzalnym korowodzie…. I nie leczył się.

Ale najgorsze było to, że przestał wierzyć w jej miłość. To było najgorsze.

Kiedy wracały nocą samochodem zapytała się przyjaciółki – Zobacz, spędziłam z nim dzisiaj cały dzień. Czy myślisz, że on to czuje? Czuje, że tak bardzo za nim tęsknie?

Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się – Myślę, że ta energii idzie w kosmos.

I on wtedy zadzwonił. Zimny, protekcjonalny, cyniczny, zły. Ale zadzwonił. Właśnie w tym momencie.


Dzisiaj rano napisała do przyjaciółki smsa:

„Strasznie mi jest, bardzo się boję wszystkiego. Nie mogę od rana zatrzymać łez. Potwornie mnie boli jego protekcjonalizm, złośliwość. To, że mi nie wierzy, że go kocham.”

Odpisała jej:

„Kochana moja nie masz sobie i swojemu uczuciu nic do zarzucenia. Nie znałam dotąd tak silnego uczucia jak wasze i tak strasznie uwikłanego w nałóg. Kochaj tak jak zawsze. Czysto i bezinteresownie. Myślę, że on o tym doskonale wie. I czuje to. A jego reakcje są po to, żeby wina tego, że nie możecie być razem była Twoja. Wiesz dobrze, że nie jesteś pretekstem do picia, jesteś pretekstem do trzeźwienia. Ale on jeszcze tego nie ma siły zobaczyć. Jeżeli masz siłę to czekaj, ten rok… Ale na miły Bóg nie możesz się poddać. To w Twojej konsekwencji jest siła, tylko ona jest Waszą szansą. Jeżeli teraz wrócisz, żeby się przytulić zniszczysz Was obydwoje i to uczucie. I to będzie Twoja odpowiedzialność.”


W matni nałogu wszystko jest jednoznaczne – mechanizmy picia, głód, piecie, ochrona uzależnienia, pijane myślenie, system iluzji i zaprzeczeń, nawroty, Zespół Otella, nonszalancja, brak pokory wobec uzależnienia i utrata kontroli nad swoim życiem, leczenie i niechęć do leczenia, bezradność i siła, zaburzony mechanizm regulacji uczuć, okrucieństwo i czułość, brak skrupułów, manipulacje, kłamstwa, długi, wstyd…

W nałogu nic nie jest jednoznaczne to nie zamierzone działanie, to choroba. To co wydaje się być złem jest desperacją, żeby utrzymać się w chorym systemie.

Ale ten kokon można przerwać.

Terapia, leczenie, konsekwencja, zobaczenie szansy, zobaczenie straty, zważenie tego i podjęcie decyzji o walce o siebie samego.

Każdy, absolutnie każdy jest sam odpowiedzialny za siebie. I ma prawo do swoich decyzji.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments