Majówka

Obydwoje grzeszyli – on się nie leczył, tylko obiecywał, a ona się nie leczyła, tylko o niego dbała i ciągle w te obietnice wierzyła. Kochała go obłędnie. A on ją. Ale ta wódka ciągle stała między nimi.

Po pięciu dniach parametry podskoczyły w górę, przetoczyli mu krew, Pielęgniarka zadzwoniła i powiedziała, że będzie dobrze. Za tydzień go wypuszczą i trzeba załatwiać leczenie.

Wychodził akurat na majówkę, Cieszyła się jak dzieciak. Pomyślała, że mu zrobi grilla. Zaprosi siostrę ze szwagrem i jego matkę. Zamarynowała mięso, kupiła kaszankę i białą kiełbasę. Jogurt na tzatziki. Ogórki, czosnek. Lekarz co prawda mówił, że musi być tylko na gotowanym, ale on tak lubi grilla i taki jest zmarnowany, biedny. Tylko raz.

On też się cieszył. Kiedy przyjechała po niego do szpitala, przywiozła mu czyste ubrania, a on poprosił, żeby zatrzymała się przy kwiaciarni i kupił jej bukiet róż. Całował ją po rękach, głaskał po twarzy. Mówił, że jest jego cudem.

Weszli do ogrodu. Szwagier odpalił już grilla. Pachniało obłędnie. Było miło. Beztrosko. Po godzinie poczuła od niego alkohol, powiedział z uśmiechem, że to jeszcze wątroba się oczyszcza. Odgarnął jej włosy z czoła, uśmiechnął się – Myszko ja już z tym skończyłem. Nie wypiję ani kropli. Nigdy!

Była spokojna.

Po dwóch godzinach zniknął. Poszła go szukać. Na miękkich nogach weszła do garażu.

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments