Luty się kończy. Coś optymistycznego!

Maciek nie pije od sześciu dni. Siedzi od dwóch dni w ośrodku. Żona go przywiozła. Prawie była żona. Powiedziała, że jak teraz znowu zapije to ona ma już kartony spakowane i wyprowadza się do hotelu pielęgniarskiego i że ostatni raz mu pomaga. Bardzo chce wytrzeźwieć. Tak bardzo jak nigdy. Wszystko odda i wszystko zrobi, żeby być trzeźwy. Tylko niech tutaj ktoś mu powie jak. Bo on już nie chce pić, a jednocześnie wszędzie gorzałka się do niego uśmiecha i pić mu się chce tak strasznie, że nie daje rady. Dopiero sześć dni minęło, a już go skręca. Siedzi na kanapie i czeka aż wszyscy się zejdą i rozpocznie się terapia grupowa. Wchodzi jakiś facet, siada koło niego. – Cześć – mówi – przyjechałem na odtrucie wczoraj. Maćka zalewa fala gorąca, śmieje się nerwowo – Ty siadaj gdzieś indziej i mi tu nie chuchaj, bo ja tu się leczyć przyjechałem, a nie tonąć w oparach….

Kaśka chodzi po Go Sporcie i szuka nowych getrów do ćwiczeń. Nie pije już trzy lata. W ośrodku była dwa lata. Wszyscy mówili jej, że osiem tygodni wystarczy, ale ona zupełnie sobie nie ufała i bała się wrócić do normalnego życia. Wcześnie zaczęła. Miała zaledwie 13 lat jak upiła się tak, że urwał jej się film. Szukała okazji, bo wtedy jej było tak dobrze, tak słodko. Kiedy miała 15 lat po pijaku ktoś ją zgwałcił. Nawet nie wie czy jeden, czy wielu. Obudziła się bez majtek nad Wisłą i tylko sperma ciekła jej po nogach. Dużo spermy. Przestraszyła się, że zaszła w ciążę więc piła na umór, żeby poronić. Poroniła. Pewnie w trzecim miesiącu tak bardzo, bardzo bolał ją brzuch i zaczęła krwawić. Weszła do wanny z gorącą wodą… Oczywiście pijana. Kiedy się ocknęła jakiś dziwny siny kształt pływał w wodzie. Wyskoczyła jak oparzona i niewiele myśląc chwyciła to coś w dłonie i wrzuciła do toalety i spuściła wodę. Co było a nie jest nie pisze się w rejestr – pomyślała wtedy i poszła się upić. Gdzie byli jej rodzice. Ojciec w Anglii pracował, a matka załamywała ręce. To ona któregoś dnia wzięła ją za chabety, nieprzytomną, po kilkudniowym ciągu zawiozła ją do ośrodka. Możesz tam być jak długo chcesz.  – powiedziała kiedy pozwolili jej zadzwonić jak przetrzeźwiała i w delirycznym widzie strasznie się bała. I została na dwa lata. Miesiąc po miesiącu uczyła się siebie, uczyła się o siebie dbać, uczyła się pracy, porządku, rozumienia że czasami musi być ciężko, żeby było lepiej. Och jak na początku się buntowała. Nic nie chciała. Nie chciała wstawać z łóżka, nie chciała obrać ziemniaków, uczestniczyć w terapii, odśnieżyć podjazdu, napisać pracy, zupełnie nic. I któregoś dnia szef ośrodka zabrał ją na narty. Nie umiała jeździć, ale cieszyła się jak dziecko. Zachwyciła się. Potem poszła z całą grupą na basen i było super. A potem jedna z terapeutek zaczęła organizować poranną jogę i popołudniowy aerobik. I to stało się motywacją. Nie udało jej się skończyć żadnej szkoły, miała 20 lat i nie umiała się uczyć. Ale pokochała sport. Będąc w ośrodku zrobiła papiery trenerskie i instruktorskie.  Po roku wychodziła na przepustki i załatwiła sobie robotę w hotelu gdzie dla wczasowiczów robiła treningi. I kiedy się już zakorzeniła i nauczyła wszystkiego i kiedy zbudowała w sobie tożsamość alkoholiczki zrozumiała, że już nie chce pić nigdy ani kropli. Zrobi to dla siebie i w zadośćuczynieniu dla tego małego sinego kształtu w wannie, który z niej wypłyną w morzu wódki i krwi.


Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments