Jest taki dobry waniliowy serek w tubce. Nazywa się Głód! Ale to nie o nim dzisiaj piszemy. Piszemy o tym co zrobić, gdy chce Ci się chlać.

Żona wczoraj powiedziała  – „Już Cię nosi Kochanie”. Co ona wie? Dobrze mi idzie nie piję już parę dobrych miesięcy. Wkurwia mnie takie gadanie. Wszystko mnie wkurwia. „No jak melepeto jedziesz!!!!”. Trąbię głośno, bo zajeżdża mi chuj drogę.

Dwa dni temu córeczka jadła kolację. Taki mały szkrab, a lubi oliwki. „Tatuś chcesz trochę?” – wyciągnęła do mnie rączkę. A mnie coś napadło, zamiast wziąć, spróbować, to zgasiłem ją – „Ale ja z ręki nie lubię, takie wymiętolone.” Mała otworzyła szeroko oczy i główkę skuliła w ramionach. Teraz myślę o tym.  Przykrość jej zrobiłem. Po co tak jej powiedziałem. Dzieciak chciał się podzielić. Głupio wyszło. W ogóle ostatnio jakiegoś muła złapałem. Jak by mi ktoś czapkę na łeb założył. Wszystko musi być natychmiast i po mojej myśli. Jak nie to wkurwiam się do granic możliwości. A jak bym tak sobie lufę walnął. Jedną. Seteczkę. To by mnie rozluźniło. Ulgę bym poczuł. A jak się nie zatrzymam? E tam.  Szybko skończę. Przecież już tak długo nie piję. No i za dwa dni jedziemy ze starą do teścia, bo w szpitalu wylądował, to szybko się ogarnę. Nikt się nie zorientuje. A jak tak na wieczór jak bym chlapnął to nawet więcej mogę. Do rana przetrzeźwieję.  Z kasą tylko krucho. Ale mam na koncie jeszcze cztery dyszki, od żony wezmę ze trzy na fajki i jakoś się wyrobię. O Kurwa, ale łeb mnie trzaska. Nie do wytrzymania. A w dupie to mam. Jadę na stację. W sumie to po co mam się rozdrabniać, skuję się raz, a porządnie. Do rana przejdzie. „Dwie połówki czystej poproszę.” – ekspedientka podaje dwie flaszki. Ach zaraz przechylę. Powiem w domu, ze łeb mnie boli i muszę się położyć. Nikt się nie zorientuje. Po jutrze pojedziemy do teścia do szpitala.

***

Kiedy głód nadchodzi, robisz się drażliwy, niespokojny, nerwowy. Twoje myśli zaczynają krążyć wokół alkoholu i jak to zrobić, żeby mieć komfort picia. Nie umawiasz się na ważne spotkania w pracy, kombinujesz jak załatwić sobie L4, odwołujesz wcześniejsze zobowiązania, magazynujesz gotówkę, żeby mieć na chlanie. Twoje skupienie na chęci napicia się, gwałtownie wzrasta, pomimo początkowych prób przekonania się, że to bez sensu. Coś przestawia Ci się w głowie i lecisz jak ćma do światła. Liczy się tylko zaślepienie i przymus picia. Znajdujesz powody: boli Cię głowa, masz w sobie ogromne napięcie, zrobiłeś komuś bliskiemu przykrość i masz wyrzuty sumienia, nudzi Ci się bardzo, nic Ci się nie chce. To nie koniec. Masz uczucie ssania w żołądku, uczucie braku czegoś, nie wiadomo czego, masz sny alkoholowe, czujesz się tak jak byś miał kaca, mimo tego, ze nie piłeś, jesteś zdekoncentrowany i masz problemy z pamięcią, natrętnie myślisz o wódzie, przypominasz sobie przyjemny stan rozluźnienia, zaczynasz cierpieć na bezsenność. Twoja partnerka życiowa, też to wyczuwa. Ma wrażenie, że stała się dla Ciebie przeźroczysta. Chociaż widzisz, że jest zmęczona, nie myślisz już o tym, żeby jej pomóc, drzemiesz na kanapie, kiedy ona wychodzi z psem, dźwiga wór ze śmieciami, gotuje obiad i rozładowuje zmywarkę. Kiedy dziecko prosi Cię, żebyś się z nim pobawił, mówisz że nie masz siły, odmawiasz. Żartujesz, a Twoje żarty bywają nie na miejscu. Masz potem wyrzuty sumienia. No i prowokujesz konflikty. Robisz tak, że napięcie jest już tak duże, że nic tylko się trzeba napić. Poczuć ulgę. Niestety tylko na chwilę.

***

Co zrobić żeby przetrwać głód?

  • Przede wszystkim naucz się go rozpoznawać. Jeżeli masz z tym trudność, przyjmij, że każdy dziwny stan jest głodem.
  • Kiedy już wiesz, że głód nadchodzi, pomyśl, że minie. Głód jest jak morska fala, pojawia się rośnie, rośnie, rośnie, aż jak fala, załamuje się i wypłaszacza, mija. No chyba, że na szczycie nie wytrzymasz i zachlasz. Ale jeżeli przetrwasz, to minie na pewno. Może trwać kilka minut, kilka dni, ale w końcu się kończy.
  • Przypomnij sobie jak się czujesz po tym jak kończysz pić i jak długa jest lista strat. I nie mamy tu na myśli tylko straty materialne, ale dygot ciała, ból, poczucie winy, zawalone sprawy i jej smutne oczy. Burdel do okoła!
  • I co? Dążysz do ulgi. Jak się napijesz, poczujesz ulgę. Na chwilę! Na bardzo krótką, bezwartościowa chwilę! Zadaj sobie pytanie – czy cena, jaką za to zapłacisz jest tego warta?
  • Pomyśl jak jest fajnie jak nie pijesz. Oczywiście życie niesie wiele różnych napięć. Ale czujesz się lepiej, nie pęknie Ci wątroba, ona się cieszy, niczego nie zawalasz, jest stabilnie.
  • Sporządź sobie listę strat i noś ją w portfelu, przed kupnem wódy przeczytaj, co Cię czeka po.
  • Powiedz sobie, że się nie uda tego ukryć. Zaraz się wszyscy zorientują. Ale to Ty stracisz najwięcej.
  • Odwróć myśli, medytuj, zacznij oglądać film, idź na dworzec i popatrz na bezdomne wraki ludzi.
  • Wykonaj wysiłek fizyczny. Nawet jak bardzo Ci się nie chce. Porąb drzewo, popływaj, biegnij, idź na rower.
  • Kiedyś zapytaliśmy alkoholika – „Dlaczego nie zadzwoniłeś do przyjaciela, żeby pobył z Tobą?” – Odpowiedział – „Jak to dlaczego? Nie pozwoliłby mi się napić.” No i właśnie o to chodzi. O decyzję: czy chcesz się napić, ale wiesz, że to Cię zniszczy i zrobisz wszystko żeby wytrwać w abstynencji; czy chcesz się napić i napijesz się robiąc wszystko, żeby się nie wydało.
  • Twój wybór. Twoja decyzja. Nie masz wpływu na to, że jesteś chory na niezawinioną chorobę. Ale masz wpływ na to żeby żyć w trzeźwości mimo tej choroby.
  • Czekamy na Ciebie. Nauczymy Cię jak radzić sobie z tym cholernym głodem.

komentarze

avatar
  Subscribe  
Powiadom o