Ile się mieści w Twojej butelce?

Zastanawiałeś się kiedyś, ile się mieści w Twojej butelce? Ile możliwości w niej tonie? Ile niewykorzystanych szans? Ile straconego szczęścia? A ile miłości? Czy wiesz, że jeżeli nie przestaniesz pić w końcu nie wytrzyma Ci serce albo wątroba, albo dostaniesz udaru, albo wszystko na raz? Czy wiesz, że zostawisz ją samą, a wszyscy będą się dziwić, dlaczego ona za Tobą płacze i że powinna odejść i zostawić Cię już dawno? Czy zadawałeś sobie kiedykolwiek te pytania?

Weź się w garść. Weź się za Siebie. Nie trać ani jednego dnia, ani chwili. Daj Sobie samemu szansę, szczęście, zdrowie. Wtedy w tej butelce nie będzie ani jednej straconej możliwości. Będzie w niej tylko wódka, której nie wypijesz, bo podjąłeś decyzję by żyć. Nie ustawaj!!!!!!


Miała takie spracowane dłonie, palce sztywne od zgrubiałych stawów… Ale wolniutko, dokładnie zapinała guziczki białej koszuli…Poprawiała każdą fałdkę, kołnierzyka. – O tak, Pięknie. – myślała – W białej koszuli wyglądał zawsze najładniej. Teraz krawat… Długo wybierała. Niebieski, jak jego oczy. Ale kiedy zawiązała węzeł i chciała przełożyć przez głowę, rozmyśliła się. Przecież on nigdy nie chodził w krawacie…Spodnie…Prasowała je dzisiaj w nocy bardzo długo. Nie! Nie te od garnituru. Nie lubił ich. Chociaż pewnie ludzie pomyślą, że zwariowała. Założy mu jeansy, te klasyczne, granatowe, najwygodniejsze, z ulubionym parcianym paskiem. I buty. Sztyblety. Podobały mu się, ale nie mógł w nich chodzić, bo strasznie go cisnęły. Ale dzisiaj mu założy. Pamięta, jak się cieszył, kiedy je kupił. Włosy mu przeczesze. Wzięła ze sobą suchy szampon, żeby odświeżyć. I wodą go spryska kolońską. Marynarka… Oj nie da rady włożyć marynarki. On jest taki ogromny. Mogła by poprosić tych panów co czekają przed drzwiami, ale jakoś nie chciała, żeby go obcy ubierali. Dotykali bez czułości. Komentowali jaki jest zniszczony. Taki dzisiaj jest nie jej. Taki zimny. Pochyliła się i pocałowała go w usta. Całe życie jej opowiadał jak będą żyć, jak im będzie dobrze, gdzie pojadą, co zwiedzą, jak w morzu się będą kąpać nago i że do Paryża ją zabierze na kawę i bagietki, że dom będą mieli i że… Ach jak on jej opowiadał. I co? Usiadła na stołeczku. Łzy ciekły jej z oczu jak by oczy były oceanami bez dna. – Szkoda! – szepnęła. Młody człowiek uchylił drzwi – Już? – zapytał – możemy zabierać?
– Jeszcze chwileczkę. Ale proszę już wejść i się szykować. Wyjęła z torebki ćwiartkę wódki. – Ale nie! Nie trzeba! My w robocie nie możemy! – obruszył się młody człowiek. Spojrzała na niego jak przez szybę, pokręciła głową, na znak, że źle ją zrozumiał. Stanęła na palcach, pochyliła się i wsunęła flaszkę do tylnej kieszeni jego spodni. Kupiła ją rano. Czysta. To była pierwsza i ostatnia zarazem wódka jaką mu kupiła. Zrobiła to. Chociaż kiedyś obiecała sobie, że nigdy nie kupi mu wódki
– Co tam jest? Woda święcona? – zapytał młody człowiek.
– Nie.…- pokręciła głową – Tam jest Paryż z kawą i bagietkami, podróż nad morze, drewniany dom, obrączki ślubne, dobre życie…Tam jest wszystko. – załkała.
– Wódkę mu pani do trumny włożyła? – drążył młody człowiek.
– Tak. Moja babcia, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, mówiła mi, że kiedy umiera ktoś najbliższy to trzeba mu włożyć do trumny pożegnanie… Coś co najbardziej kochał. – szepnęła.
Chłopak wzruszył ramionami – Stefan! – zawołał kolegę – Zamykamy i zabieramy.
Dotknęła go jeszcze… Raz. Została sama.
Wyszli. Zabrali. Jutro na pogrzebie będzie mówiła, że serce nie wytrzymało. Że pękło jej serce.

1
anonimowe komentarze

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowo
Gość
Anonimowo

Ale smutne..Nie chce tak!!!!!!!