Chciała ratować męża, zniszczyła siebie. Równia pochyła i trampolina.

Ach – Luśka zadzwoniła i zaprosiła mnie na imieniny. Pójdę! A co? Trzy miesiące siedziałam w domu. Trzy miesiące bez kropli alkoholu. Udało się. Synuś mnie poprosił, Jasiu mój kochany. No to obiecałam, że z wódeczką koniec. Ale się dzieciak cieszy, że się udało. Mamuśka – mówi – wreszcie w domu ładnie pachnie i zupa jest i ty się uśmiechasz. Ale fajnie. Mogą jutro chłopaki do mnie przyjść po szkole? No jasne, że mogą. Wreszcie mogą, bo dotychczas to wstyd mu było zaprosić kolegów do matki zapijaczonej i brudnej nory. Mamuśka – mówi – jest tak jak dawniej. Tak, dawniej było dobrze. Dawniej, czyli kiedyś, kiedy nie piłam. Dawniej byłam młoda, piękna i zakochana. A on jej książę, wysoki, ciemny, z niebieskimi oczami, wiersze mówił, tańczył, piosenki śpiewał. Mama mnie ostrzegała, że on taki miglanc, bawidamek, że jak lekki w tańcu to i w życiu lekki. Ale ja głupia koza, byłam zaślepiona. Jasiek pchał się na świat to i ślub był szybko. Ale on był dla mnie cudowny, nosił mnie na rękach, a ręce miał takie delikatne, pastę do zębów na szczoteczkę mi nakładał, kawkę do łóżka przynosił. Tylko wypić sobie lubił. Na początku tylko okazyjnie. Ale potem coraz częściej. Jak Jasieniek się urodził, to ciągle z domu uciekał. Hydraulikiem był. Do roboty szedł, a potem wpadał do Krystka albo Heńka dawne czasy powspominać. Wracał napity, awanturniczy, do łóżka mnie ciągnął, a ja jakoś z takim pachnącym gorzelnią nie umiałam. To krzyczał, Jasia budził i mówił – Zobacz jaka ta twoja mamusia zimna ryba. Coraz mniej pieniędzy do domu przynosił, wracałam z pracy i zbierałam go rozsypanego na klatce schodowej. Wpadłam na pomysł. Będę kilka razy w tygodniu szykować kolacyjkę. Śledziki, jajeczka z kawiorem, sałatka jarzynowa, galaretka z nóżek i pół litra czystej, dobrze zmrożonej. Nie będzie się szlajał po lumpach, wypije mniej, bo razem ze mną. Plan był świetny. Przychodził, jedliśmy, piliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się. Jak piłam razem z nim, to jakaś weselsza byłam, seksu mi się chciało. Musiałam tylko pilnować, żeby przed pójściem spać łyknąć kilka aspiryn, bo inaczej głowa mnie bolała. I tak sobie żyliśmy. Tylko że ja piłam coraz więcej, coraz bardziej mi się chciało, a on był tym rozdrażniony. Fleja się zrobiłaś – mówił – wódką śmierdzisz wywłoko. Jak by sam nie śmierdział. Z pracy ją wywalili, bo klientki się skarżyły, że czują alkohol i że krzywo tnę. Kiedyś zasnęłam na zapleczu, bo dzień wcześniej popiłam i klientce włosy trwałą ondulacją spaliłam. Szefowa się zdenerwowała i wywaliła mnie na zbity pysk. No to siedziałam w domu. W szlafroczku, rzęsy malowałam i szykowałam te śledziki. Ale jemu chyba się znudziło, wracał coraz później, coraz rzadziej i najczęściej pijany. No to ja też piłam. Sama, na pocieszenie. Bo takiego pijaka sobie wzięłam. Jeszcze dla Jasia się ogarniałam i udawałam, że głowa mnie boli i muszę poleżeć. A ja tak po gorzałce leżałam. No a jak sąsiadka mi doniosła, że go widziała z jakąś flądrą jak się w bramie obściskiwał, to się załamałam. Wieszać się próbowałam. Jasiek sąsiada wezwał, odcięli mnie i pogotowie mnie zabrało. A on wtedy przyszedł do szpitala i powiedział, że z pijaczką i wariatką nie będzie siedział. Poszedł do tej młodej flądry. A ona wzięła się za niego, butelki podobno tłukła, do ośrodka na zamknięte leczenie wysłała i się ogarnął. Chodzą teraz pod rączkę do kościółka. A ja ratowałam się gorzałką. Już nawet przed Jaśkiem nie udawałam. Zbierał mnie z ulicy, spod sklepu, albo trzymał w domu pod kluczem i przynosił mi wódkę do domu, bo go tak prosiłam. Schudłam, zęby potraciłam, włosy mi się przerzedziły. Fryzjerka z takim puchem na łbie, kto to widział? Jasiek mnie prosił, prosił i uprosił. Udało się. Jutro idę na rozmowę o pracę, do nowego zakładu, tutaj na osiedlu otwierają. Na rozgrzewkę sąsiadkom fryzury porobiłam. Mówią mi, że mam dar w rękach, że lekką rękę. Zupy nagotowałam dla Jaśka i kolegów. A teraz się ufryzowałam, nogi ogoliłam, oko zrobiłam na Maroko i do Luśki idę. Może kogoś spotkam i się zakocham, na randkę się umówię. Dużo ludzi u Luśki. Naszykowała się i śledziki, i sałatki, i wędlinki różne. Ale zapachy. Toasty. Toast za toastem. Piję soczek. Przecież Jaśkowi obiecałam. Ale w sumie jeden kieliszeczek, do śledzika. Przecież trzy miesiące nie piłam, to dam radę. Ten szpakowaty pan tak się do mnie uśmiecha z drugiej strony stołu. Dobrze, że zęby sobie wstawiłam. Też się do niego mogę uśmiechać. No dobra, dla odwagi i animuszu. Twoje zdrowie Luśka. O jak dobrze. Jednak śledź to tylko z wódeczką. No to na drugą nóżkę. Ten pan szpakowaty coraz szerzej się uśmiecha i puścił do mnie oko. Ale bym go zaprosiła do pokoju obok. Swędzi mnie. Tak dawno nie byłam z mężczyzną. Dobrze, że nogi ogoliłam. Oj. Czkawkę mam. Za długo nie piłam. Odzwyczaiłam się. Ale wesoło u tej Luśki. O Boże, Boże idzie do mnie, prosi mnie do tańca. Luśka polej, bo nogi mi się zaplączą. Ojej obcas złamałam. A nie to nie obcas, tylko tak mi jakoś noga dyga. Luśka mówi, że chyba mam już dość. Dość. Przecież przyszłam niedawno. Co? Już druga? Spałam na stole. Kieckę mam zarzyganą, a mój szpakowaty Luśką obraca. Ździra jedna. Idę do domu. Jutro mam rozmowę o pracę. Ale najpierw z Luśką się policzę. Szarpnęłam ją za te kudły, wywłokę jedną. Co? Co? Proszę mnie zostawić! Na mnie syn czeka w domu! To ona zaczęła panie władzo! O nie tylko nie na izbę wytrzeźwień! Może śledzika? Przepraszam czkawkę mam, bo dawno nie piłam…

  • Przyczyn wpadnięcia w nałóg alkoholowy jest wiele. Jest to choroba przewlekła i niezawiniona. Mężczyźni zapadają częściej na tę przypadłość, kobiety za to zapadają głębiej. Często jak nasza bohaterka, chcą ratować partnerów i same giną. Ale z każdego zaułka jest droga wyjścia. Obserwuj się!
  • W trzeźwieniu bardzo ważna jest świadomość.
  • Jeżeli już wiesz, że jesteś alkoholikiem i godzisz się z tym, musisz się czujnie obserwować.
  • Obserwować i zdefiniować. Musisz wiedzieć, jak rozwija się głód alkoholowy. – Następuje wzrost napięcia, które zwykle zostaje stłumione. – Napięcie się rozkręca mimo stłumienia (zwykle nie łączysz tego z głodem). – Zaczynasz szukać przyczyn na zewnątrz w otoczeniu. – Pojawia się pragnienie natychmiastowego rozładowania napięcia, poprzez napicie się alkoholu. – Pragnienie ulgi przysłania ewentualne próby poradzenia sobie z głodem.
  • Głód alkoholowy jest procesem. Wyzwalają go bodźce zwane wyzwalaczami.
  • Następuje schemat Wyzwalacz – Myśl o alkoholu – Uczucie głodu – Picie
  • Są wyzwalacze zewnętrzne – osoby, miejsca, zdarzenia, sytuacje, pory dnia, rzeczy, sklepy, hotele, potrawy, muzyka i wewnętrzne – wspomnienia, uczucia przyjemne i uczucia nieprzyjemne.
  • Dobra wiadomość jest taka, że ten proces można zatrzymać. Ratunkiem są: samoobserwacja i znajomość objawów głodu, rozpoznawanie osobistych wyzwalaczy i ograniczenie z nimi kontaktu, nauczyć się walczyć z myślami o piciu, zająć się czymś dla odwrócenia strumienia myśli, planowanie czasu i skrzętne realizowanie tych zamierzeń.

Kochana nie powinnaś iść na imprezę do Luśki. Kiedy się szykowałaś już kiełkował głód. Duma z trzymiesięcznego sukcesu, mieszała się ze stresem z rozmową o pracę, ze wspomnieniami i żalem do męża, z tęsknotą za akceptacją, seksem i miłością. To Twoje wyzwalacze wewnętrzne. U Luśki nie czułaś się pewnie. Potrzebowałaś dodać sobie animuszu, rozluźnić się, śledzie i wódka pachniała, szpakowaty pan uwodził – to wyzwalacze zewnętrzne. Upadłaś, bo nie rozpoznałaś tego. Głód się załączył i nie było odwrotu. Włączyła się nonszalancja. Trzy miesięczny sukces przestał być sojusznikiem tylko wrogiem, który omamił, zaślepił i nadmiernie zapewnił, że już sobie poradziłaś. Wstań! Wyjdź z tej izby wytrzeźwień, weź prysznic, uczesz się i idź na rozmowę o pracę. Podgrzej zupę i podaj w kolorowych miseczkach synowi i jego kolegom. Idź do terapeuty, do ośrodka. Walcz o siebie. Zacznij kolejne dni pełne sukcesu. I w przyszłości nie chodź do Luśki i odwracaj myśli od męża i flądry. To było. Przed Tobą trzeźwe życie. Masz dopiero 45 lat. Ratuj się! Czekamy na Ciebie!

anonimowe komentarze

avatar
  Subscribe  
Powiadom o