Serwantka

Czuła, jak trzęsą jej się ręce, jak cała drży i spływa z niej pot. Przeszukała już cały dom. Chciała znaleźć kilka groszy. Kieszenie, torebki, szufladki. Nieskoordynowanymi ruchami, jak opętana sprawdzała coraz to w nowych miejscach. Nawet odkręciła filtr od pralki, bo może w praniu rzuconym nieuważnie przez syna i córkę coś się zawieruszyło.

– Boże proszę chociaż dychę, pięć złoty, trzy… Musiała się napić…. Nic. Wszystko wyczyścili. Schowali przed nią wszystko. Słyszała jak mąż w sypialni miarowo oddycha. Zasnął spokojnie pierwszy raz od tygodnia, myśląc, że już może, że już nie musi jej pilnować, że już skończyła i teraz będzie trzeźwieć. Ale ona jeszcze nie mogła, to tak bolało, musiała się napić chociaż jedną setkę. Zaraz zwariuje. Skręcało ją całą. Kombinowała, że wyjdzie, że jakoś wyżebra od ludzi na dworcu, albo ubłaga w sklepie i weźmie na krechę… Co prawda ostatnio jej odmówili, bo mąż im zagroził, że stracą koncesję i że on o to zadba, bo żerują na ludziach, a przecież są przepisy i czy ta pani nie umie czytać napisu, który ma za plecami „Nietrzeźwym i młodzieży do lat 18 alkoholu nie sprzedajemy” i czy jego żona jak tutaj u niej przed chwilą była to była trzeźwa?!!! Krzyczał strasznie, a ona się wstydziła już nie wiedziała czego bardziej czy tego swojego pijaństwa, czy tego, że mąż jest przez nią wrakiem i upokarza się krzycząc na cały sklep, że gdyby oni jej nie sprzedawali wódy to może piłaby mniej. I stała tam pod tym sklepem rozdęta i czerwona, na nogach jak patyki i tylko marzyła, żeby on już przestał się drzeć i żeby mogła się napić to co przed chwilą udało jej się kupić.

Dzisiaj ani nie znalazła pieniędzy, ani nie mogła wyjść, bo mąż zamknął drzwi i przywiązał sobie klucze gumką recepturką do nadgarstka.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments