Kiedy boli tak bardzo, że nie widać żadnego wyjścia.

– Zobacz mamo, jaka ta ładna. – mała pokazała małą szarą kaczkę która dzielnie rozpychała się wśród większych i łapała pokruszoną bułkę. Zabrała ją do parku. Był słoneczny dzień. Ulepiły iglo i bałwana, a teraz przyszły nad staw i karmiły kaczki. Było cicho i spokojnie. Właśnie tego szukała spokoju i ciszy.

Czytaj dalej Kiedy boli tak bardzo, że nie widać żadnego wyjścia.

Minął styczeń

orwell

Krystian nie pije już pięć lat. Co mu to dało? Zakochał się w sporcie, schudł, może spać normalnie i budzi się bez uogólnionego lęku. Codziennie rano biega, potem je owsiankę z cynamonem i bakaliami, idzie do pracy i codziennie czuje jak wszyscy tam, są z niego dumni, że kolejny dzień się nie napił. Wraca do domu, ale po drodze kupuje ulubione maślane bułeczki dla swojej córki i jedną różę dla żony. Dlaczego codziennie różę dla żony? Bo każdego dnia wytrzymuje z nim kiedy jest trzeźwy. Wytrzymywała z nim kiedy pił i to było jej wielkim kosztem. Ale ona dalej z nim trwa. On jej daje tę, różę, a potem jedzą obiad, a on idzie na miting. Codziennie. Dlaczego codziennie? Bo się boi. Boi się, że znowu zapije i straci te poranki z rześkim powietrzem i pachnącą owsianką, te wieczory kiedy czyta córce, a potem zasypia wsłuchany w spokojny oddech żony i tę dumę w oczach ojca -Krystek, synu, dajesz radę!

Czytaj dalej Minął styczeń

Zeszczał się w garnitur od Armaniego

zeszczał się po pijaku

Zeszczał się. No normalnie się zeszczał. Obudził się na dole w salonie, w garniturze i białej koszuli, w krawacie a jakże… Śmierdziało jak w  beczce ze starym winem i szczynami. Na początku myślał, że pies naszczał pod kanapą. A tu niespodzianka! No zeszczał się w gacie, pan prezes zastany. Spróbował się spionizować. Świat zawirował. Musi się napić bo zwariuje…Łeb mu pęka. Sięgnął po niedopitą butelkę wina i wypił dużego hausta.

Czytaj dalej Zeszczał się w garnitur od Armaniego